~~~
Zadzwonił
budzik, leniwie otworzyłam oczy i zaczęłam codzienne przygotowania
do szkoły. Podeszłam do szafy i wybrałam białą bokserkę, szare
szorty oraz czarny sweter.Ubrałam wybrane rzeczy i poszłam do
łazienki. Przepłukałam twarz zimną wodą, po czym sięgnęłam po
szczotkę do włosów i zaczęłam rozczesywać swoje włosy. Nie
minęło 5 minut, a one były już rozczesane. Dumna z samej siebie
umyłam zęby, następnie włożyłam do uszu czarne kolczyki w
kształcie małych kulek. Gotowa, z uśmiechem zeszłam na dół.
Weszłam do kuchni i skierowałam się do szafki. Wyjełam z niej
miske, a z lodówki płatki oraz mleko. Nasypałam jedzenia do miski
i zalałam mlekiem. Zjadłam śniadanie i usiadłam na kanapie
włączając TV. Skakałam po kanałach, gdy nagle przyłączyła się
do mnie Demi. Przywitałam się z nią i powróciłam do oglądania
Pretty Little Liars. Po tym jak serial się skończył wyłączyłam
telewizor i poszłam do swojego pokoju po plecak. Chwyciłam moją
własność i wróciłam do siostry, która czekała już przy
drzwiach. Wyszłyśmy z domu. Wyjęłam z kieszeni klucze,
przekręciłam je w drzwiach, po czym schowałam tam skąd je
wziełam. Moja i Demi szkoła była w tym samym budynku, niestety.
Podczas drogi cały czas mi gadała, jaki to Justin Bieber jest
cudowny i w ogóle. Na moje szczęście nie musiałam tego słuchać,
bo na uszach miałam słuchawki,z których wydobywała sie muzyka,
m.in. Bruno Mars. Doszliśmy do szkoły. Zdjełam słuchawki i
zaczęłam iść w stronę szafki. Nagle Demetria się
zatzrzymała.
-Demi.. Coś się stało? - nie odpowiedziała. Zignorowałam to i odwróciłam się. W pewnej chwili moja siostra zaczęłam piszczeć i skakać. - Ej, ogarnij się!
-Ale Sutton, czy ty wiesz co jest jutro? - spojrzała na mnie z łzami w oczach.
-Nie, nie wiem, ale zapewne się zaraz dowiem.
-No więc jutro jest koncert Justina.
-Proszę cię skończ już o nim gadać.
-No dobrze, po prostu jestem szczęśliwa.
-Cieszę się.
-Sutton...
- Huh? - Demi stanęła przede mną i spojrzała mi w oczy.
-Nie mam z kim iść. Rodzice nie chcą iść, a mnie nie wpuszczą, bo nie mam 16 lat. Pójdziesz ze mną?
-Nie ma mowy, wiesz, ze nie lubię Biebera.
-Tak wiem, ale zrozum, ze to spełnienie moich marzeń. Kto wie, może też będziesz się dobrze bawiła.
-Nie wierzę, że to robię. No dobrze, pójdę.
-Dzięki, dzięki, dzięki!- przytuliła mnie
-Nie ma sprawy, a teraz idź do klasy. - podeszłam do mojej szafki, odblokowałam ją i wrzuciłam do niej niepotrzebne książki.
-Demi.. Coś się stało? - nie odpowiedziała. Zignorowałam to i odwróciłam się. W pewnej chwili moja siostra zaczęłam piszczeć i skakać. - Ej, ogarnij się!
-Ale Sutton, czy ty wiesz co jest jutro? - spojrzała na mnie z łzami w oczach.
-Nie, nie wiem, ale zapewne się zaraz dowiem.
-No więc jutro jest koncert Justina.
-Proszę cię skończ już o nim gadać.
-No dobrze, po prostu jestem szczęśliwa.
-Cieszę się.
-Sutton...
- Huh? - Demi stanęła przede mną i spojrzała mi w oczy.
-Nie mam z kim iść. Rodzice nie chcą iść, a mnie nie wpuszczą, bo nie mam 16 lat. Pójdziesz ze mną?
-Nie ma mowy, wiesz, ze nie lubię Biebera.
-Tak wiem, ale zrozum, ze to spełnienie moich marzeń. Kto wie, może też będziesz się dobrze bawiła.
-Nie wierzę, że to robię. No dobrze, pójdę.
-Dzięki, dzięki, dzięki!- przytuliła mnie
-Nie ma sprawy, a teraz idź do klasy. - podeszłam do mojej szafki, odblokowałam ją i wrzuciłam do niej niepotrzebne książki.
Po ostatniej lekcji szybko wyszłam z klasy i skierowałam się do mojej szafki. Włożyłam do niej wszystkie nie potrzebne książki i wyszłam ze szkoły. Droga do domu mi się dłużyła. Zauważyłam, że policja, i pogotowie jadą w tą samą stronę co ja, więc postanowiłam, za nimi pobiec. Dobiegłam i patrzyłam na dom, do którego przybiegłam. Był to dom mojej przyjaciółki. CO SIĘ STAŁO?! Zadawałam sobie to pytanie w głowie. Nagle z domu wyszli policjanci i trzymali ją nieprzytomną. Szybkim krokiem podszedłam do nich.
-
Przepraszam, coś się stało? – spytałam policjanta.
- Jak by to powiedzieć. – spojrzał na Belle.
- Niech pan to z siebie wydusi! – zaczęłam krzyczeć na całą ulice.
- Dziewczyna pocięła się i wykrwawiła.
- Co z nią będzie, przeżyje?
- Nie będę cię oszukiwał, są marne szanse. Lekarze będą się starali ją ‘odzyskać, ale zapewne nic to nie da. Btw. Znasz ją?
- Tak, to moja przyjaciółka.
- Czyli wiesz jak ma na imię?
- Oczywiście to Bella...Isabella.
- A ty jak się nazywasz?
- Sutton.
- Mogłabyś mi coś o niej opowiedzieć?
- Oczywiście... - podbiegł do nas drugi policjant.
- Co z nią? - zapytał ten, z którym rozmawiałam, drugi nic nie odpowiedział, tylko spuścił głowę na dół. - Przykro mi. - skierował wzrok na mnie.
Łzy zaczęły mi lecieć strumieniami po policzkach, nie wierzę. Moja prawdziwa przyjaciółka pocięła się. Wiem, że inni ją źle traktowali, ale miała mnie. Po chwili dotarło do mnie, że już nigdy nie usłyszę jej głosu i nie zobaczę jej pięknego uśmiechu. Uklęknęłam na ziemi, łzy kapały na beton, siedziałam na środku ulicy i płakałam. To wszystko przeze mnie. Nie widziałam jej dzisiaj w szkole, mogłam od razu do niej pójść i sprawdzić czy wszystko z nią w porządku, tak jak ona to zawsze robi, ale nie, ja oczywiście musiałam się zajmować patrzeniem na Chrisa (najprzystojniejszy chłopak w szkole).
- Pojedziesz z nami na komisariat. - znowu usłyszałam głos policjanta. Po czym zaprowadził mnie do wozu policyjnego i pojechaliśmy na komisariat...
- Jak by to powiedzieć. – spojrzał na Belle.
- Niech pan to z siebie wydusi! – zaczęłam krzyczeć na całą ulice.
- Dziewczyna pocięła się i wykrwawiła.
- Co z nią będzie, przeżyje?
- Nie będę cię oszukiwał, są marne szanse. Lekarze będą się starali ją ‘odzyskać, ale zapewne nic to nie da. Btw. Znasz ją?
- Tak, to moja przyjaciółka.
- Czyli wiesz jak ma na imię?
- Oczywiście to Bella...Isabella.
- A ty jak się nazywasz?
- Sutton.
- Mogłabyś mi coś o niej opowiedzieć?
- Oczywiście... - podbiegł do nas drugi policjant.
- Co z nią? - zapytał ten, z którym rozmawiałam, drugi nic nie odpowiedział, tylko spuścił głowę na dół. - Przykro mi. - skierował wzrok na mnie.
Łzy zaczęły mi lecieć strumieniami po policzkach, nie wierzę. Moja prawdziwa przyjaciółka pocięła się. Wiem, że inni ją źle traktowali, ale miała mnie. Po chwili dotarło do mnie, że już nigdy nie usłyszę jej głosu i nie zobaczę jej pięknego uśmiechu. Uklęknęłam na ziemi, łzy kapały na beton, siedziałam na środku ulicy i płakałam. To wszystko przeze mnie. Nie widziałam jej dzisiaj w szkole, mogłam od razu do niej pójść i sprawdzić czy wszystko z nią w porządku, tak jak ona to zawsze robi, ale nie, ja oczywiście musiałam się zajmować patrzeniem na Chrisa (najprzystojniejszy chłopak w szkole).
- Pojedziesz z nami na komisariat. - znowu usłyszałam głos policjanta. Po czym zaprowadził mnie do wozu policyjnego i pojechaliśmy na komisariat...
Siedziałam
przy biurku i wycierałam chusteczką policzki, które i tak po
chwili były całe mokre.
- Proszę powiedzieć, czy Isabella miała jakiś wrogów?
- Powiem inaczej, jej jedyną przyjaciółką, a jednocześnie koleżanką byłam ja, nikt w szkole jej nie lubił. Mogła liczyć tylko na mnie, to dzięki mnie wcześniej nie popełniła samobójstwa, bo wiedziała, że ja jej nie zostawię. Nie było jej dzisiaj w szkole, martwiłam się o nią. Chciałam iść zobaczyć, czy nic jej nie jest, ale...
- Ale nie mogłaś opuścić terenu szkoły, dopóki nie skończysz lekcji.
- Tak właściwie, to nie o to chodzi. Ja chodzę często na wagary, ale tu naprawdę nie chodzi, o to, że nie mogłam. Jakaś część mnie kazała mi zostać w szkole, kazała mi się przejmować tylko pewną osobą i nikim więcej, to było straszne, nie mogłam się od niej ''odciąć'' . Gdybym tylko pokonała samą siebie, to teraz byśmy były np. właśnie na wagarach i ona by żyła. To wszystko przeze mnie. Mówiła, że się nie zabiję, dopóki przy niej jestem, ale nie mogła się powstrzymać. Codziennie inni jej dokuczali, mówiłam, żeby się nie przejmowała tym, bo oni są głupi, udawała, ze tego słucha. Niestety nie mogła pokonać tej siły i nie przyszła do szkoły, żebym jej nie przeszkodziła. Nie wiem, co bez niej zrobię.
- A co z jej rodzicami?
- Jej rodzice nie przejmują się nią. Gdy się o tym dowiedzą, będą udawać, że to straszne i w ogóle, ale taka prawda, że ze mną spędzała więcej czasu niż z Nimi. Nawet chciała u mnie zamieszkać, ale moi rodzice nie pozwolili na to, oni są podobni, no możne, czasami się mną interesują, ale bardziej obchodzi ich praca. A wracając do rodziców Belli, szkoda gadać, to po części przez nich się pocięła.
- A czy zwierzała ci się jeszcze z czegoś?
- Tak, mówiła mi często, że ma starszą siostrę, ale uciekła od rodziców, gdy Bella miała 5 lat i nie wiadomo gdzie jest. Chciała ją znaleźć i zamieszkać u niej, ale nie miała pojęcia jak to uczynić i nie chciała się żegnać ze mną, bo be ze mnie by nie wytrzymała. Na pewno rodzice nie urządzą jej pogrzebu, mogłabym ja to zrobić.
- Pogrzeb dużo kosztuje.
- Zarobię jakoś te pieniądze. Dla niej zrobię wszystko. Czy mogłabym już iść?
- Tak, a czy mówiła ci coś jeszcze?
- Nie, ona mi mówi wszystko, więc nic nie miała do ukrycia. Do widzenia.
- Do widzenia....
- Proszę powiedzieć, czy Isabella miała jakiś wrogów?
- Powiem inaczej, jej jedyną przyjaciółką, a jednocześnie koleżanką byłam ja, nikt w szkole jej nie lubił. Mogła liczyć tylko na mnie, to dzięki mnie wcześniej nie popełniła samobójstwa, bo wiedziała, że ja jej nie zostawię. Nie było jej dzisiaj w szkole, martwiłam się o nią. Chciałam iść zobaczyć, czy nic jej nie jest, ale...
- Ale nie mogłaś opuścić terenu szkoły, dopóki nie skończysz lekcji.
- Tak właściwie, to nie o to chodzi. Ja chodzę często na wagary, ale tu naprawdę nie chodzi, o to, że nie mogłam. Jakaś część mnie kazała mi zostać w szkole, kazała mi się przejmować tylko pewną osobą i nikim więcej, to było straszne, nie mogłam się od niej ''odciąć'' . Gdybym tylko pokonała samą siebie, to teraz byśmy były np. właśnie na wagarach i ona by żyła. To wszystko przeze mnie. Mówiła, że się nie zabiję, dopóki przy niej jestem, ale nie mogła się powstrzymać. Codziennie inni jej dokuczali, mówiłam, żeby się nie przejmowała tym, bo oni są głupi, udawała, ze tego słucha. Niestety nie mogła pokonać tej siły i nie przyszła do szkoły, żebym jej nie przeszkodziła. Nie wiem, co bez niej zrobię.
- A co z jej rodzicami?
- Jej rodzice nie przejmują się nią. Gdy się o tym dowiedzą, będą udawać, że to straszne i w ogóle, ale taka prawda, że ze mną spędzała więcej czasu niż z Nimi. Nawet chciała u mnie zamieszkać, ale moi rodzice nie pozwolili na to, oni są podobni, no możne, czasami się mną interesują, ale bardziej obchodzi ich praca. A wracając do rodziców Belli, szkoda gadać, to po części przez nich się pocięła.
- A czy zwierzała ci się jeszcze z czegoś?
- Tak, mówiła mi często, że ma starszą siostrę, ale uciekła od rodziców, gdy Bella miała 5 lat i nie wiadomo gdzie jest. Chciała ją znaleźć i zamieszkać u niej, ale nie miała pojęcia jak to uczynić i nie chciała się żegnać ze mną, bo be ze mnie by nie wytrzymała. Na pewno rodzice nie urządzą jej pogrzebu, mogłabym ja to zrobić.
- Pogrzeb dużo kosztuje.
- Zarobię jakoś te pieniądze. Dla niej zrobię wszystko. Czy mogłabym już iść?
- Tak, a czy mówiła ci coś jeszcze?
- Nie, ona mi mówi wszystko, więc nic nie miała do ukrycia. Do widzenia.
- Do widzenia....
Weszłam
smutna do domu. Demi na mnie czekała i była cała podniecona.
- Mama zabiera nas na zakupy, musimy kupić coś na jutrzejszy koncert.
- Przepraszam, ale nie dam rady. Bella popełniła samobójstwo i chce być sama w moim pokoju. Muszę to jakoś przemyśleć i się z tym pogodzić.
- Sutton – mama odezwała się do mnie pierwszy raz w ciągu tygodnia. Siedziała na kanapie. - Przykro mi.
- Ta, mi też jest przykro, tym bardziej, że prosiłam was o to, żeby ona u nas zamieszkała. Mówiłam, że wkrótce tego nie wytrzyma i jedynym sposobem jest to, żeby u nas zamieszkała, ale wy mieliście mnie i ją w dupie!
- Przepraszam, naprawdę.
- Tobie mogę jeszcze wybaczyć, ale ojcu nigdy, po tym jak obrażał Bellę.-łzy momentalnie słynęły po moich policzkach.
- Kochanie, wiesz jaki jest ojciec. Usiądźcie obok mnie, proszę. - zrobiłyśmy tak jak kazała. Spojrzała mi w oczy.- Muszę wam coś powiedzieć.
- Co takiego? - spytała Demetria.
- Wiecie, ze nasze rodzinne relacje nie są zbyt dobre, Mike się wyprowadził, ty Sutton nie odzywasz się do nas, ja i tata się kłócimy, tylko Demestria jest jedyna, co ma dobre myśli. - spojrzałam się obrażonym wzrokiem na mamę - Przepraszam, przejdę do rzeczy... Rozwodzimy się.
Demi zaczęła płakać, a ja nałożyłam na siebie bluzę i wyszłam z domu. Zaczął padać deszcz, chciałam iść do Belli, ale przypomniało mi się, że nie żyje. Zaczęłam płakać. Szwendałam się po mieście, byłam cała przemoczona. Znalazłam się w parku, usiadłam na mokrą ławkę i zasłoniłam oczy rękoma, które podparłam o kolana. Siedziałam tak przez dobre piętnaście minut i usłyszałam jakiś męski zachrypnięty głos.
- Wszystko w porządku?
- Tak.
- To dobrze, a co robi tu taka dziewczyna sama w deszczu?
- Masz rację, pójdę już do domu.
- Nie o to mi chodziło...-nie usłyszałam dalej, bo byłam daleko od tajemniczego chłopaka.
- Znowu jakiś podrywacz – mruknęłam pod nosem.
- Mama zabiera nas na zakupy, musimy kupić coś na jutrzejszy koncert.
- Przepraszam, ale nie dam rady. Bella popełniła samobójstwo i chce być sama w moim pokoju. Muszę to jakoś przemyśleć i się z tym pogodzić.
- Sutton – mama odezwała się do mnie pierwszy raz w ciągu tygodnia. Siedziała na kanapie. - Przykro mi.
- Ta, mi też jest przykro, tym bardziej, że prosiłam was o to, żeby ona u nas zamieszkała. Mówiłam, że wkrótce tego nie wytrzyma i jedynym sposobem jest to, żeby u nas zamieszkała, ale wy mieliście mnie i ją w dupie!
- Przepraszam, naprawdę.
- Tobie mogę jeszcze wybaczyć, ale ojcu nigdy, po tym jak obrażał Bellę.-łzy momentalnie słynęły po moich policzkach.
- Kochanie, wiesz jaki jest ojciec. Usiądźcie obok mnie, proszę. - zrobiłyśmy tak jak kazała. Spojrzała mi w oczy.- Muszę wam coś powiedzieć.
- Co takiego? - spytała Demetria.
- Wiecie, ze nasze rodzinne relacje nie są zbyt dobre, Mike się wyprowadził, ty Sutton nie odzywasz się do nas, ja i tata się kłócimy, tylko Demestria jest jedyna, co ma dobre myśli. - spojrzałam się obrażonym wzrokiem na mamę - Przepraszam, przejdę do rzeczy... Rozwodzimy się.
Demi zaczęła płakać, a ja nałożyłam na siebie bluzę i wyszłam z domu. Zaczął padać deszcz, chciałam iść do Belli, ale przypomniało mi się, że nie żyje. Zaczęłam płakać. Szwendałam się po mieście, byłam cała przemoczona. Znalazłam się w parku, usiadłam na mokrą ławkę i zasłoniłam oczy rękoma, które podparłam o kolana. Siedziałam tak przez dobre piętnaście minut i usłyszałam jakiś męski zachrypnięty głos.
- Wszystko w porządku?
- Tak.
- To dobrze, a co robi tu taka dziewczyna sama w deszczu?
- Masz rację, pójdę już do domu.
- Nie o to mi chodziło...-nie usłyszałam dalej, bo byłam daleko od tajemniczego chłopaka.
- Znowu jakiś podrywacz – mruknęłam pod nosem.
-
Nie, za drogie. - tak mniej więcej wyglądały każde wspólne
zakupy, Demi o coś prosiła, a mama się nie zgadzała, bo za
drogie.
-
A to? - wskazała na bluzkę z Justinem – w końcu idę jutro na
jego koncert.
-
Przecież masz już dużo bluzek z Justinem, po co ci kolejna?
-
No tamte są inne, a poza tym potrzebuję nowej bluzki na koncert.
-
Demetria, proszę cię. Kupię ci jakieś spodenki na jutro.
-
No dobrze.
-
Sutton, a tobie kupić bluzkę z Justinem?
-
Nie potrzebuję żadnych bluzek z Bieberem, nie mam w ogóle ochoty
iść na ten koncert.
-
Ale obiecałaś.
-
Nic nie obiecałam! Nie rozumiesz czegoś? Dla mnie ważniejsza jest
przyjaciółka niż jakiś głupi chłopak!
-
Justin nie jest głupi!
-
Zamknij się!
-
Uspokójcie się, robicie mi wstyd!
-
Teraz się tym przejmujesz? Jakoś poprzednio nie obchodziły cię
nasze kłótnie, w ogóle nie obchodziłam cię, myślałaś tylko o
Demi, a o mnie zapomniałaś. Przypominam, masz dwie córki.
-
Wiem o tym, a ja tobie przypominam, że jedna jest pełnoletnia, a
zarazem starsza, więc powinna być mądrzejsza.
-
Tak mnie wychowałaś, że nie potrafię być mądrzejsza! Mam
centralnie w dupie cały świat, może powinnam zrobić to co Bella,
miałabyś mnie z głowy!
-
Kochanie, wiesz, ze nie chodzi mi o to.
-
A o co? Może znowu o Demi? Czemu to ona zawsze dostaje to co chce,
mną się nie przejmujecie! Nie chodzi tu o jakieś ciuchy czy coś,
ale chodzi o miłość. Nie czuję waszej miłości, jedyną miłość
jaką czuję to od Demi i ..., a także od Belli. Ona była jak
siostra – zaczęły mi lecieć łzy.
-Ale
pójdziesz ze mną na koncert?
-Zastanowię
się, a teraz dajcie mi spokoj...